Dekalog Kieślowskiego

Inspiracje biblijne w twórczości Krzysztofa Kieślowskiego

Ten tekst powstał 100 lat temu (w 2002), kiedym byłem młodym szczawiem w klasie maturalnej. Nie pytajcie, czemu nadźgałem tu tyle cytatów. :-)

…mówiłem o Bogu ze Starego Testamentu. Istnieje taka instancja. A jeżeli nie ma, to – jak ktoś kiedyś powiedział – trzeba ją wymyślić.

(au 116)

W istocie całe życie robię próbne zdjęcia. W pewnym momencie okazuje się, że trzeba z tych zdjęć montować film.

(au 123)

Tata powiedział…że trzeba zrobić coś takiego, żeby tym, co kiedyś będą żyli, było lżej. I że po to się żyje. Ale nie zawsze się udaje.

(dek 13)

Prolog
Jam jest Pan, twój Bóg, który cię wywiódł z ziemi egipskiej z domu niewoli

Kilkadziesiąt przeprowadzek, liczne sanatoria, kolejne stadia choroby ojca. Pod tym znakiem upływało dzieciństwo Kieślowskiego. Jak sam przyznał, w czasach szkolnych niczym się nie wyróżniał spośród kolegów; nie przejawiał specjalnych zdolności w żadnej dziedzinie. Przynosił do domu przeciętne oceny. Zdawał się być takim jak wszyscy. A jednak musiało już wtedy kształtować się w nim coś co uczyniło zeń lidera „trzeciej fali” reżyserów Łódzkiej Szkoły Filmowej. Takim postrzegano go dopiero w drugiej połowie lat osiemdziesiątych, po emisji Dekalogu w TVP. Cotygodniowe seanse gromadziły przed odbiornikami w komunistycznej, z zasady ateistycznej, Polsce gromadziły do 64% widowni przy ostatnim odcinku. Co sprawiło, że cieszyły się one tak wielkim powodzeniem?

Niewątpliwie Dekalog stał się ważnym wydarzeniem, nie tylko dla ludzi przełomu lat 80. i 90. i w polskiej kinematografii w ogóle, ale także, a może przede wszystkim dla samego Krzysztofa Kieślowskiego. To od samego początku dzieło genialne. W kraju panował chaos i bałagan (…). Na świecie (…) też obserwowałem. Pod uprzejmym uśmiechem wyczuwałem wzajemną obojętność.

Od samego początku tworzył filmy świetne. Potwierdza to inna ważna postać polskiego i światowego kina – Krzysztof Zanussi. Jego wcześniejszy o lata Przypadek był równie dobry jak ostatnie filmy, a może nawet lepszy. A któż z tych, którzy oglądali dokumenty reżysera, mógłby zakwestionować ich niesłychaną wartość. Jakże nie docenić Z miasta Łodzi – przepięknej laurki dla miasta, w którym spędził Kieślowski okres Szkoły Filmowej. Opisał Łódź w sposób niesamowity, przedstawiając ją ze swojego punktu widzenia. W dokumencie staje się miastem ciekawym, niezwykle barwnym, choć zniszczenia wojny wciąż dominowały w obrazie Łodzi. Natomiast Gadające głowy zmusiły każdego chyba widza do zadania także sobie pytań kierowanych do bohaterów tego filmu:kim jesteś?, czego chcesz? Także inne, jak na przykład Urząd, Między Wrocławiem a Zieloną Górą i Z punktu widzenia nocnego portiera, stanowiły nie tylko wierny zapis sytuacji współczesnego reżyserowi społeczeństwa, ale też z całą pewnością zapewniały widzowi, nawet po wielu latach, przyjemność oglądania.

Nie da się ukryć, że Dekalog został odebrany przez Polaków bardzo dobrze. W latach osiemdziesiątych wszelka publiczna obecność tematów związanych z Kościołem (uważanym przez opozycję polityczną za jedynego naprawdę silnego sojusznika), spotykała się z ogólnym aplauzem. Taka sytuacja niesie za sobą jednak niebezpieczeństwo bardzo powierzchownego odbioru serialu lub przyjęcia go zupełnie bezkrytycznie, potraktowania go jedynie jako narzędzia walki politycznej. Kieślowskiemu chodziło jednak o co innego. Chciał jeszcze raz postawić pytania z Gadających głów otaczającym go ludziom. Tylko w sposób mniej dosłowny, chcąc raczej zachęcić do myślenia o sprawach poważniejszych i bardziej podstawowych niż polityka. Ta dziedzina życia od kilku lat nie obchodziła go tak bardzo, gdyż twierdził, że nie jest w stanie udzielić mu odpowiedzi na owe dwa pytania. Politika po grecku znaczy „sprawy wszystkich”. Natomiast Kieślowski będąc ogromnym indywidualistą uważał, że na te pytania każdy winien odpowiedzieć samemu.

Choć wiele osób rzeczywiście traktowało Dekalog przede wszystkim jako film polityczny, to znalazł on posłuch także za granicą. Wiele zachodnioeuropejskich telewizji kupiło prawa do emisji serialu. BBC pierwszy odcinek nadała o dość późnej godzinie, lecz z powodu reakcji widzów, kolejne oglądano już w najlepszych godzinach wieczornych (po jakimś czasie nastąpiła też reemisja). Choć akcja filmu rozgrywa się w typowo polskich realiach, została doceniona przez międzynarodową krytykę i w 1998 roku redakcja amerykańskiego tygodnika Time umieściła Dekalog na drugim miejscu Dziesiątki Najlepszych Filmów.

I
Nie będziesz miał Bogów innych oprócz mnie
Nie uczynisz sobie posągu ani żadnego obrazu tego, co jest na niebie wysoko albo na ziemi nisko, lub w wodzie poniżej ziemi

Człowiek dużo może… Ale mógłby jeszcze więcej, gdyby sam nie zrezygnował z czegoś

Irena – Dekalog 1

Właśnie. Czy Kieślowski, osobowość tak silna, potrzebuje jakiegoś ludzkiego autorytetu? Czy może one go ograniczają? Czy trudno wiele wymaga uznanie kogoś za autorytet? Może trzeba wyzbyć się czegoś, jak tłumaczyła ciotka Irena Pawłowi w Dekalogu 1, by uznać kogoś za swego przewodnika? Jeżeli tak, to w takim razie czego? Reżyser wyraźnie powiedział, że nie darzy wielkim szacunkiem ani nauczycieli, ani księży, ani jakichkolwiek innych ludzi, którzy chcą pouczać, bo „wiedzą”. Może się tu rysować obraz człowieka pysznego mającego przesadne mniemanie o własnych możliwościach. Jednak Kieślowski zaraz potem dodaje, że tak naprawdę to zapewne nikt nie „wie”. Jego postawa jest zatem bardzo umiarkowana i pokorna, uznaje słabość i niedoskonałość człowieka. Przywołuje to od razu skojarzenie z wersetami Księgi Izajasza nazywającymi człowieka trzciną na wietrze i tlącym się knotkiem. Czym się zatem kierować w świecie pozbawionym prawdziwych wzorców. Po odpowiedź sięgnijmy do wybranych utworów artysty.

Świat w Krótkim dniu pracy przedstawiony zostaje w szarości. Zarówno jeżeli chodzi o nastroje, które były dość marne, jak i hierarchię wartości. Z jednej strony widzimy tu sekretarza wojewódzkieg o PZPR, który nie chce doprowadzić do rozlewu krwi i chce jak najlepiej zakończyć spór z radomskimi robotnikami. Po przeciwnej stronie barykady są właśnie działacze Solidarności, którzy jawią się jako wielka destrukcyjna siła, która nie słucha oponenta. Ten krytyczny obraz głównej siły opozycyjnej spotkał się z ostrą krytyką, jako ukłon w stronę komunistycznej władzy. Jednak intencją Kieślowskiego było pokazanie tak znienawidzonej elity rządzącej z ludzką twarzą. To głęboko humanistyczny odruch – nie patrzeć powierzchownie, a zajrzeć pod powierzchnię, tylko którą dobrze znamy. I znów nasuwa się tu fragment Ewangelii według świętego Mateusza, w którym opisuje swoje własne powołanie. Jezus zatrzymał się na posiłeku niego – celnika, człowieka wzgardzanego przez wszystkich z racji swej profesji. Lecz choć nadaje mu tę godność Kieślowski, bohater posiada jej na tyle, by móc stać się czyimś autorytetem. Jego podwładni w urzędzie wiele dla niego robią, lubią go i nawet darzą szacunkiem, ale niczym więcej. Tak samo, a może tym bardziej reżyser nie poszedłby za przywódcami Solidarności. Ruch ten walczy o wolność, demokrację, ale w jego szeregach znajdują się ludzie agresywni, nierozumni, którzy manipulują zbiorowością wykorzystując desperację większości do partykularnych celów. Nie odnajdujemy w stronach konfliktu Krótkiego dnia pracy autorytetu.

Amator rozprawia się z kwestią autorytetu, jego zgubnego wpływu i inspiracji wynikłych z tego wzorca dla sztuki. Już sam główny bohater zawdzięcza swe imię ówczesnemu wybitnemu przyjacielowi Kieślowskiego – Filipowi Bajonowi (nakręcił między innymi Bal na dworcu w Koluszkach, w którym wybitną rolę zagrał Jerzy Stuhr – tytułowa postać Amatora). Filip Mosz, bo o nim mowa, po nakręceniu narodzin córki odkrywa w sobie pasję filmową. Zyskuje mecenat w postaci kierownictwa swojego zakładu pracy, który zapewnia mu błonę filmową oraz pomieszczenie – montażownię i siedzibę Zakładowego Klubu Filmowego. Odnosi sukcesy na festiwalach amatorskich filmów dokumentalnych, kręcąc obrazy na potrzeby przedsiębiorstwa. Jednak jego własne inicjatywy spotykają się z groźbami i ostrą krytyką przełożonego, a pochwałą opiekuna artystycznego poznanego podczas jednego z festiwali. Pewnego razu postanawia stworzyć film, w którym obnaży drobne oszustwo władz miejskich. Po fakcie jednak prześwietla taśmę zrozumiawszy, że został (wciąż był) wprowadzany w błąd. Scena finalna pokazuje Filip odwracającego kamerę w swoim kierunku i opowiadającego swoje życie. W działaniach artystycznych zbytnie przywiązanie do autorytetu ogranicza autentyzm dzieła, który stanowi najwyższą wartość w sztuce. Zbytnie zapatrzenie w kierownika zakładu sprawiło, że za jego radą bohater kręcił jedynie filmy na zamówienie. Lecz świadome i mądre czerpanie od innych wzbogaca artystę pod warunkiem, że sam autor pozostaje dla siebie ostateczną wyrocznią. Na jedyny stały i silny autorytet wyrósł w Amatorze zaproszony przez filmowców-amatorów na spotkanie Krzysztof Zanussi, grający samego siebie – człowiek silny i niezależny, który potrafił w swojej sztuce zarówno uważnie słuchać, jak i stanowczo wypowiadać własne zdanie.

O ile Amator nie obfitował we wzorce, za którymi można kroczyć, w Przypadku aż się od nich roi. Grany przez Bogusława Lindę Witek znajduje coraz to nowe i oddaje się im bez reszty. Większą rolę w wyborze idola ma jego silna osobowość i oryginalny styl bycia, niż jego właściwe poglądy – to co naprawdę może zaoferować. Dlatego też zaczyna jako młody działacz komunistyczny, by potem stać się oddanym opozycjonistą i do późnych godzin pracować w piwnicy przy powielaczu. Wybory Witka mogą budzić wątpliwości lub wręcz rodzić oskarżenia o konformizm, to opinia reżysera jest inna. Ponieważ zawsze szczerze wierzył w to, czemu był wierny, postępował słusznie. Natomiast zmiany światopoglądu wynikały z wad, które zauważał w wyznawanej dotąd przez siebie opcji. Kilkakrotnie czynił korektę i przez to przybliżał się do prawdy. Na koniec obiera trzecią drogę – pozostaje neutralny wobec toczonych w kraju sporów. I choć postawa po dokonaniu tego wyboru może wydawać się nawet niemoralną, to właśnie mówi Kieślowski: wybierz własną ścieżkę, nawet jeżeli będzie się kłócić z powszechnie obowiązującymi schematami. Podobnie jak w poprzednich, i w tym filmie najbardziej niewzruszonym punktem odniesienia wydaje się postać pojawiająca jedynie się kilka razy. Rektor, który zezwolił Witkowi zawiesić studiowanie na Akademii Medycznej, pozostaje niezmienny i traktuje go na końcu jak własnego przyjaciela lub dobrego kolegę.

Najszerzej zagadnienie autorytetów podejmuje Dekalog. Prezentuje on postawy ludzi skrajnie od siebie różnych, acz mieszkających w obrębie tego samego osiedla. Od Krzysztofa, wybitnego matematyka, człowieka bardzo dojrzałego, pewnego swojej wiedzy i przekonanego o tym, że świat można opisać matematycznym wzorem lub programem komputerowym do zamkniętego w sobie, pozornie bardzo niedojrzałego nastolatka Tomka. Wszystkie te osoby poszukują swego autorytetu, niezależnie od tego, czy same twierdzą, że już odnalazły, czy też próbują całkowicie odizolować się od otoczenia, czy może nawet robią to jedynie podświadomie.

Krzysztof z pierwszego odcinka oddaje się udoskonalaniu swego dzieła – nowoczesnego komputera i ufa mu do tego stopnia, że jego obliczeniom powierza życie swego dziecka. Jak się okazuje, nastąpił błąd i Paweł ginie z powodu kruchości pokrywy zamarzniętego jeziorka. Ufając mikroprocesorowi, faktycznie zaufał Krzysztof samemu sobie. Wszak to on zbudował komputer, który jedynie wykonuje polecenia wg wyuczonych schematów. Bohater zawiódł się i teraz z większym dystansem zaczyna podchodzić do swego potencjału umysłowego. Zaczyna szukać jakiegoś trwalszego i pewniejszego punktu odniesienia.

W innych częściach spotykamy zróżnicowane postaci. Na jednym biegunie znajduje się Jacek, chłopak o życiu pustym, nie posiadający praktycznie żadnego celu, pozbawiony refleksji. Chce on tylko doświadczyć jak to jest zabić człowieka, a jedyną osobą, która zasłużyła sobie na jego szacunek, jest młodsza nieżyjąca siostra. Chłopak mówi niewiele i w ogóle nie odczuwa potrzeby kontaktu ze światem. Jedynym przejawem jakiejkolwiek łączności z otaczającymi go ludźmi są jego destrukcyjne zapędy. Ich źródłem nie jest jednak jego wewnętrzne zło, raczej izolacja od świata, przez którą pustka duszy nie może zostać wypełniona dobrem, lecz Jacek wybiera pierwiastki gorsze a bardziej atrakcyjne. Jego czyn – morderstwo taksówkarza – nie jest do końca wyborem świadomym. Jacek nie ma żadnego konkretnego wzoru, za którym by podążał. Nie darzy też zatem istoty ludzkiej i nie uznaje jej godności i wartości życia. Nie ma większej, miłości, gdy ktoś życie oddaje za przyjaciół swoich. A Jacek jakby czynił dokładnie na przekór zaleceniom Chrystusa. Chce po prostu spróbować „jak to jest”.

Kolejną osobą, której zdaje się niczego nie chcieć jest Elżbieta z Dekalogu 8. Na pozór przeszła już na życiową emeryturę. Przeżyła piekło II wojny światowej, będąc w dodatku Żydówką. Teraz przebywa na emigracji za Wielką Wodą i zdaje się wieść życie tak spokojne, że wydaje się ono nudne. Jednak dopadają ją wspomnienia i wraca do Polski, by dopisać epilog okupacyjnego wątku jej życia. Postawa ta z boku może być postrzegana jako niegroźna fanaberia amerykańskiej Żydówki. Tym bardziej, że wydaje się, iż nie ma tu do kogo wracać – osoba, która podczas okupacji miała jej udzielić schronienia, w końcu odmówiła. Co najwyżej może chcieć jej to wypomnieć. Lecz Elżbieta mając możliwość tylko przez chwile stać twarzą w twarz z owym mężczyzną mówi jedynie Pan mnie chciał uratować. Chciałam panu podziękować, za to, że pan chciał i oferuje przysyłanie zagranicznych żurnali do jego zakładu krawieckiego. Podczas rozmowy mężczyzna z ostentacją daje do zrozumienia o swojej obojętności i niechęci do rozmowy z Elżbietą. Pewnie obawiał się, że ta go wyszydzi.

Na biegunie przeciwnym do historii Jacka, mamy Jerzego i Artura z 10. przykazania, które w tradycji Kościoła katolickiego brzmi: nie pożądaj żadnej rzeczy, która należy do bliźniego twego. Widzimy braci zadowolonych ze swego życia, uważających, że zyskało ono już swój pełny wymiar. Dziedziczą po zmarłym ojcu, zapalonym filateliście, niepełną serię znaczków, która w komplecie warta jest fortunę. Dla zdobycia ostatniego fragmentu układanki Jerzy daje wyciąć sobie organ. W końcu jednak cały ich majątek zostaje skradziony. I Jerzy, i Artur na pozór wydają się mieć w życiu cel: pierwszy jako mąż i ojciec, drugi jako piesenkarz rockowy. Jednak w rzeczywistości wiodą życie dość monotonne i faktycznie ich egzstencja nie jest niczym innym, jak tylko tym, co widzimy na ekranie. Sami pozbawili ją głębszego wymiaru. Lecz jak mówi Kieślowski, człowiek chciałby znaleźć sprawę ważną i oddać się jej bez reszty; sprawę, wokół której mogliby rozwijać swe życie – silnego punktu odniesienia.

Podwójne życie Weroniki opowiada historię dwóch młodych kobiet (Weroniki i Véronique), które żyjąc w różnych krajach, wiodą życie do złudzenia podobne. Mają też wspólną pasję – muzykę. A jednak czymś się różnią. To zaledwie kilka szczegółów, lecz rozwój akcji pokazuje do jakich różnic mogą te detale doprowadzić. Weronika będąc osobą bardziej romantyczną, spontaniczną, pragnącą jak najdłużej zachować radosne chwile napotykające ją w życiu, poświęca się śpiewowi, którym wypełnia swoje życie. Jej serce pracuje z zaburzeniami (zarówno w sensie dosłownym, jak i przenośnym). A ponieważ jest trochę lekkomyślna i niepraktyczna, nie zgłasza do lekarza i podczas uroczystego koncertu nie wytrzymuje napięcia i umiera. Więcej zasadniczości i pragmatyzmu ma Francuzka – Véronique, która w pewnym momencie decyduje definitywnie rozstać się z karierą muzyczną. Wybiera posadę nauczycielki w szkole muzycznej. Obie są półsierotami i bardzo kochają swoich ojców, którzy właściwie są ich życiowymi przewodnikami i przyjaciółmi w jednej osobie. Nie brakuje im nigdy czasu ani czułości dla swoich córek. Prawdopodobnie właśnie od nich wyniosły bohaterki przejęcie sprawami innych ludzi i nieobojętność na otaczające je niedostatki. Dla przykładu, Weronika oferuje pomoc w przeniesieniu toreb staruszce zauważonej z okna. Véronique z oddaniem uczy dzieci gry na skrzypcach. Zatem dobra nauczyły się od ojca.

W Trzech kolorach, jak zauważył w swoim eseju Ocalić świat Dave Kehr, mamy do czynienia z ludźmi, którzy za wszelką cenę chcą odizolować się od innych. Także w ich świecie trudno znaleźć jakieś autoryety. Bohaterowie trylogii nie dostrzegają ludzi od nich doskonalszych, z których mogliby wziąć przykład. Na palcach jednej ręki można takie osoby policzyć. W Niebieskim zmarły mąż Julie był przez wielu podziwiany za swoje kompozycje, lecz prawdziwy respekt miał chyba jedynie u Julie (prawdopodobnie też u córki Anny) i współpracownika, który cały czas kochał się w jego żonie. Natomiast sama Julie była też autorytetem swojej służącej, która ubolewa nad brakiem tradycyjnej żałoby u swojej pani. Błogosławiony jesteś Panie, Boże Wszechświata, że zakryłeś te rzeczy przed mądrymi i roztropnymi, a objawiłeś je prostaczkom. I jest to bardzo interesujący epizod, gdyż osobą, która krytycznie podchodzi do swego idola i zdobywa się na ocenę jego zachowania nie jest postać zupełnie niewyedukowana i na pewno niebłyszcząca elokwencją, lecz prosta kobieta, która potrafi wydać opinię o człowieku chyba tylko na podstawie jego postawy w sprawach najbardziej podstawowych. To ona tak naprawdę zasługuje na szacunek widza.

Choć z drugiej strony Julie nie jest osobą pyszną i zadufaną w sobie. Gdy, jako jedyna lokatorka, bierze w obronę sąsiadkę-prostytutkę, to robi to dlatego że dostrzega w niej dobrą osobę, potem nawet przyjaciółkę. Scena ta przywołuje Jezusa mówiącego o jawnogrzesznicy Kto jest bez winy, niech pierwszy rzuci [w nią] kamień (…) Ja cię nie potępiam. Idź i nie grzesz więcej. Odpowiednikiem ostatniego zdania w filmie jest zachowanie Julie traktującej ją wbrew surowej opinii sąsiadów równorzędnie, jak zwykłego człowieka. A trzeba dodać, że to jedyna osoba, z którą bohaterka potrfiła zdobyć się na rozmowę, a następnie – znajomość.

Biały jest filmem o egoizmie. Kieślowski stwierdził, że to film przewrotnie traktujący pojęcie „równości”, o tym, że faktycznie ona nie istnieje, że każdy chciałby być „równiejszy”. Karol Karol (film ma akcenty komediowe w kilku płaszczyznach) chce za wszelką cenę być przy swojej żonie, która wymusiła na nim rozwód i poźniej wielokrotnie upokarzała. Choć przez większość filmu bez wzajemności Karol jedyny swój ideał widzi właśnie w niej. Ma jeszcze przyjaciela Mikołaja, który pomógł mu w trudnej sytuacji, lecz wszystko co robi, robi dla ponownego spotkania z żoną, która zobaczyć się z nim nie ma najmniejszej ochoty. Zastawia pułapkę, by z jednej strony ukarać ją, a z drugiej zatrzymać na długi czas blisko siebie (w więzieniu). Tu autorytetem jest obiekt miłości bohatera, dzięki którego desperacji uczucie się odradza.

Obie główne postaci Czerwonego z początku nie darzą się w ogóle sympatią ani nawet szacunkiem. Zetknął ich, można by powiedzieć, ślepy los. Jednak po kolejnych spotkaniach rodzi nić zainteresowania, zaciekawienie postawą drugiej osoby i wreszcie niesamowita przyjaźń. Dwudzestokilkuletnia Valentine pracuje jako modelka i jest osobą bardzo delikatną, wrażliwą, ale też stanowczą, gdy chodzi o jej ideały, a są one bardzo proste, zgodne z cnotami ewangelicznymi – miłosierdziem, prostotą i radością. Valentine to jakby kompilacja najlepszych cech Weroniki i Véronique z Podwójnego życia… (co ciekawe, wszystkie trzy postacie gra Iréne Jacob). Natomiast emerytowany sędzia jest osobą zgorzkniałą i, paradoksalnie, przekonaną o braku konkretnych kodeksów moralnych. Dlatego spędza czas na podsłuchiwaniu rozmów telefonicznych sąsiadów i nie dostrzega w tym nic zdrożnego. Mając tyle życia za sobą, wydaje się być osobowością znacznie silniejszą od Valentine. Lecz to moc jej idealizmu odciśnie większe piętno na sędzim, który przyzna się mieszkańcom dzielnicy do swoich praktyk. I tak rodz się ta przyjaźń, która ogromnie zmieniła oboje. Choć i tak było to wiele, Valentine właściwie zyskała na tym trochę mniej. Nie zmieniając swojego światopoglądu, nauczyła się pragmatyzmu. Wciąż wierzy w ludzi i ich dobro, lecz dzięki sędziemu zna ich lepiej.

Świat przedstawiony w filmach Kieślowskiego nie jest po brzegi wypełniony autorytetami, lecz każdy z bohaterów ma możliwość odnalezienia dla siebie takiej osoby. To najczęściej ktoś kogo kochamy lub przeciwnie – nie potrafimy ścierpieć. Z całą pewnością łączy z tą osobą silna relacja. Z prochu powstałeś. W proch się obrócisz. Jednak autorytety nie są nieomylne i także one potrzebują naszego krytycyzmu. Powinny być raczej przyczyną, nie usprawiedliwieniem dla naszej postawy.

II
Nie będziesz brał imienia Pana, Boga twego, do czczych rzeczy,
bo nie dozwoli pan, by pozostał bezkarny ten, kto bierze jego imię do czczych rzeczy

– Niech mi pan przysięgnie!
– Bóg mi świadkiem.

Dorota, ordynator – Dekalog 2

Spróbujmy się teraz zastanowić jakie wizerunki Boga przedstawiał Kieślowski w swoich filmach. Istnieje pewna analogia pomiędzy nimi a całą filmografią reżysera. Choć w pełnej sekwencji pojawiają się obrazy najróżniejsze, to mówią opisują one jedną wizję, choć z różnych perspektyw.

Już w Gadających głowach jest mowa o Bogu. Młoda dwudziestokilkuletnia dziewczyna na pytania Kim jesteś? Czego chcesz? bez namysłu odpowiada, że jest osobą wierzącą i pragnie, by wszyscy ludzie mieli wiele dobra w swoim życiu. Ze sposobu mówienia i zachowania można wywnioskować, że to osoba prostolinijna i szczera, bardzo spontaniczna. Generalizując, można powiedzieć, że właśnie tak przedstawia się obraz Boga u Kieślowskiego.

Reżyser jest święcie przekonany, że Bóg istnieje. Nie wyobraża sobie, by najwyższą instancją we wszchświecie był człowiek, który, jak sam przyznaje jest mały i niedoskonały. Kieślowski odczuwa potrzebę, więcej, ma świadomość, że istnieje coś trwałego, absolutnego i nierelatywnego. I jest on ostatecznym punktem odniesienia dla wszystkich ludzi. To On obdarował człowieka wolnością i na końcu będzie go surowo – według ściśle określonych zasad – z niej rozliczał.

Fragmentem, w którym badacze jego twórczości, zwłaszcza Annette Insdorf, doszukują się odbicia poglądów Kieślowksiego na naturę Boga jest rozmowa Zofii (profesorki filozofii) z Elżbietą w Dekalogu 8. Dla Zofii (grec.sophiă – mądrość, co istotne) istnieje Istota Wyższa, ale nie chce jej nazywać. Uważa, że On istnieje w każdym człowieku i stwarza w nim dobro, ale człowiek może wybrać też zło. Pokrywa się to z treścią Katechizmu Kościoła Katolickiego, który mówi, że człowiek otrzymuje od Boga łakę, lecz efekt działania tej łaski zależny jest także od otwarcia się współpracę z nią. Zofia twierdzi też, że dobro jest w każdym człowieku. Stworzył więc Bóg człowieka (…) a widział, że wszystko, co uczynił, było bardzo dobre.

Kieślowski zdaje się dość wyraźnie dostrzegać obecność boską w życiu. Przez 8 z 10 odcinków Dekalogu przewija się postać młodego mężczyzny, który mija bohaterów kolejnych części serialu i przygląda się ich wyborom. Sam autor mówi: Nie wiem, kto to jest. (…)przychodzi i przygląda się (…) Nie jest specjalnie zadowolony. Niektórzy interpretatorzy zaproponowali nazwać go aniołem. I rzeczywiście można powiedzieć, że w jakimś zakresie spełnia Bożą misję. Jest posyłany (grec.angelo – posłaniec) w momentach najważniejszych, posłany do ludzi i z ludźmi tymi współodczuwa. Gdy Tomek z Dekalogu 6 umawia się na spotkanie w kawiarni z Magdą i rozradowany biegnie przez osiedle, spotyka „anioła”. Jest on z początku zaskoczony jego szczęściem, lecz po chwili już cieszy się jak on. Lub w pierwszym odcinku widzimy tę postać (graną przez Artura Barcisia) palącą ognisko obok zamarzniętego jeziorka, na którym chciał potem bawić się Paweł. Znalazł się tam zapewne jako ostrzeżenie i pełni też rolę anioła stróża. Nie pomógł jednak w tej konkretnej sytuacji. Może zatem ustrzegł Pawła od czegoś innego?

„Anioł” wygląda jak każdy warszawiak. Mieszkańcy osiedla przy ulicy Stawki nie mogą wyszczególnić po pierwszym spojrzeniu. Choć taki jak wszyscy, to ma „anioł” w sobie coś stanowczo odróżniającego go od innych. Pomimo, że przygląda się bohaterom często wzrokiem surowym, pełnym dezaprobaty, zawsze ma w sobie dużo ciepła. Choć w całym serialu nie wypowiedział ani jednego słowa, widz czuje jego otwartość na innych. Gdyby Krzysztof, Elżbieta lub Jacek chcieli zamienić z nim słowo, z pewnością by nie odmówił. Tak Kieślowski widzi działanie Boga wśród ludzi. Jest On przede wszystkim cichy i pokorny sercem.

W pierwszym odcinku serialu akcja rozwija się właśnie wokół Krzysztofa i jego stosunku do Boga. Będąc wielkim indywidualistą i wysokiej klasy matematykiem (oraz mając równie zdolnego syna) twierdzi, że sam potrafi ogarnąć umysłem świat, a Bóg nie jest wcale potrzebny, po prostu go nie ma. O swojej wierzącej siostrze mówi Pawłowi, synowi, mówi, że ludzie wierzą w Boga, bo jest im tak łatwiej żyć. Krzysztof z Dekalogu 1 ufając mikroprocesorowi, faktycznie zaufał samemu sobie (efektowi własnej pracy umysłowej) i zawiódł się. Rozpoczyna poszukiwania owej Wyższej Instancji. I, co ciekawe, poszukiwania zaczyna od komputera. A co wydaje się jeszcze ciekawsze, podczas tej specyficznej konwersacji Bóg odpowiada Krzysztofowi za pośrednictwm ekranu, dając Krzysztofowi znak, o który prosił. Udaje się więc do kościoła, zapala świecę (symbol obecności Jezusa, symbol wiary) i próbuje się modlić. Płomień jest silny i jasny, lecz bohater jakby przestraszony swoją wiarą lub majestatem Boga, nagle gasi knot.

W ostatniej scenie w scenariuszu klęczy jednak w kościele i stara się prowadzić rozmowę z Bogiem. Możemy dosłyszeć jedynie mamrotanie z kim rozmawiać. I pomimo widocznych trudności z modlitwą, wydaje się, że Kieślowski pozwoli mu wreszcie uwierzyć, bo klęcząc przed ołtarzem dotyka głowy kawałkiem lodu – zamarzniętej wody święconej, który powoli topi się. Następuje tu pewna analogia do sytuacji przy wypadku Pawła, kiedy topniejący lód stał się przyczyną tragedii. Woda symbolizuje tu obecność Boga. Natomiast jej zamarznięta postać – niewiarę, zamknięcie się na Jego obecność. Paweł ginął, gdy jego wątpliwości zaczęły pękać, a jego ciało utonęło w wodzie – zostało zabrane do raju. Zatem spływające krople z bryły lodu przy głowie Krzysztofa dają ewangeliczną nadzieję na zbawienie w dalszej perspektywie, a silną wiarę w perspektywie bliższej. Kieślowski zdaje się więc potwierdzać tezy wysunięte przez papieża Jana Pawła II w encyklice „Fides et Ratio”. Prawdziwa i pełna wiara, wg nich, oparta jest na fundamencie rozumu, racjonalnych przesłanek przemawiających za istnieniem Boga i potwierdzających treść dekalogu. Jednak każdy winien dokonać tej analizy na poziomie swoich możliwości.

Wiara i rozum. W przypowieści o talentach Jezus tłumaczy: kto więcej otrzymał, od tego więcej będzie się oczekiwać. Kieślowski twierdzi, że im więcej rozumu, tym więcej trzeba wysiłku, by w jego centrum umieścić Boga.

Ewangelia wg świętego Mateusza mówi: Każdemu bowiem, kto ma, będzie dodane, tak że nadmiar mieć będzie. Temu zaś, kto nie ma, zabiorą nawet to, co ma. Krzysztof, bohater Dekalogu 1, który, jako znakomicie wyedukowany człowiek, Biblię znał bardzo dobrze, musiał znać ten werset. Jednak jego zachowanie – szczera chęć osiągnięcia wiary głębokiej i mądrej – nie bierze się z wyrachowania, znajomości Pisma Świętego, lecz to raczej impuls chwili, postawa spontaniczna i prawdziwa. Kieślowski ukazuje głębokie zakorzenienie prawd biblijnych w świadomości człowieka oraz ich autentyzm i aktualność we współczesnym świecie.

Ale mamy też obraz Boga w Krótkim dniu pracy. Bóg zostaje odsunięty z funkcji podmiotowej i traktowany jest jako argument w walce. I choć walka ta jest słuszna – to walka radomskich robotników o prawa obywatelskie i słuszne, godne traktowanie – to Kieślowski wydaje się mówić, że nie przystoi traktować tak boskiej osoby, a potyczkę przegrały obie strony. Komunistyczne władze nie potrafiły utrzymać porządku w kraju, idą na ustępstwa dla opozycji i stopniowo tracą kontrolę, co w pewnym stopniu anarchizuje Polskę. Natomiast opozycja, prowadząc walki relatywnie dość krwawe, nie osiąga prawie nic, nie potrafi też podjąć współpracy z odpowiednimi ludźmi w Partii dla realizacji swego celu, odrzuca ich współpracę, postępuje według tradycyjnego polskiego romantycznego wzorca – brak pragmatyzmu. Bóg jest tu traktowany przedmiotowo i postawa demostrujących wyraża raczej to, że ten Bóg im się należy, niż ich pokorę i modlitwę – zawierzenie sprawy. Kieślowski zdaje się mówić, że Bóg wymaga przede wszystkim relacji indywidualnej, bo w grupowym kulcie łatwo zapomnieć o rzeczywistym celu i prawić niedorzeczności.

Tezę tę potwierdza Przypadek. Tu Witek wchodzi na ścieżkę wiary dopiero w drugim wariancie losu bohatera – w drugiej części filmu. Podczas modlitwy w małej kaplicy daje wyraz swojemu głębokiemu pragnieniu poznania Boga – trudno jest mu uwierzyć, ale bardzo tego chce. Witek uczy się takiej postawy od kapłana, którego poznał w czasie zaangażowania w działania opozycyjne. Poznaje więc Chrystusa niejako w grupie, wspólnocie ludzi pracujących przy powielaczu. Po pokonaniu pewnego etapu swojego życia Witek skrzętnie skrywa swoje przekonania religijne. Zatem jeśli podczas wariantu trzeciego – trzeciej części filmu – jest osobą naprawdę wierzącą, zachowuje to tylko i wyłącznie dla siebie i Boga.

Gdyby porównać rolę Bogusława Lindy jako Witka do jego bohatera w Kobiecie samotnej Agnieszki Holland, rysuje się pewne podobieństwo. W obu wcieleniach aktor jest osobą w gruncie rzeczy nie dość silną i stanowczą wobec tego świata. U Agnieszki Holland jest inwalidą – utyka na lewą nogę. Natomiast w filmie Kieślowskiego także posiada pewne niedostatki, które nie pozwalają mu właściwie żyć w takim otoczeniu: miota się pomiędzy sprzecznymi opcjami, by znaleźć coś dla siebie, lecz ciężko jest mu zdecydować, która prawidłowa. I możemy tu przypuszczać, że bezpośrednio i bardzo silnie na jego stabilizację i osiągnięcie pewnej dojrzałości wpłynęła bezpośrednia wiara, która wprowadziła porządek i harmonię w jego wnętrzu.

Podwójne życie Weroniki to właściwie studium niewidzialnych więzi i nietypowych relacji. Bohaterki żyją kilkaset kilometrów od siebie, a mimo to każda z nich czuje obecność kogoś bliskiego. Przy bliższym poznaniu zadziwia fakt, że w ich życiu miały miejsce dokładnie te same wydarzenia. I wydaje się, że są właściwie takie same. Lecz, paradoksalnie, film mówi, że każdy z nas jest inny. Weronika umiera, a wtedy Véronique zmienia nieznacznie swoje życie. Lecz to „nieznacznie” wystarcza, by jej los potoczył się zupełnie niespodziewanie, a jej osobowść zaznaczyła swą odmienność od Weroniki. Kieślowski, co stało się szczególnie powszechne zwłaszcza w jego późniejszych filmach, coraz mniej mówi widzom, coraz mniej wiemy na pewno. Można się zatem gdzieś w tej łączności domyślać palca Bożego. W pewnym momencie Weronika zwierza się ojcu Mam wrażenie, że nie jestem sama. I jest to stwierdzenie bardzo wieloznaczne. Tat a od razu zapewnia, że ma zawsze jego osobę, widz, nawet mało spostrzegawczy, ujrzy tam Véronique, ale można też postawić pytanie czy może bohaterka nie ma tu na myśli Boga. Kwestia magicznego połączenia obu bohaterek pozostaje do końca niewyjaśniona. Może więc ta może stać się potencjalnym rozwiązaniem zagadki postawionej przez Kieślowskiego w filmie.

W Podwójnym życiu… jest jeden moment, gdy bohaterki widzą się z odległości kilkunastu metrów na Rynku Głównym w Krakowie. Véronique jest tego zupełnie nieświadoma. Spostrzega Weronikę na wywołanych zdjęciach po długim czasie i jedynie dzięki innej osobie. Natomiast polska bohaterka widząc Francuzkę jest zaskoczona i coś przeczuwa. W tej sytuacji zaprocentowała wrażliwość i spontaniczność Weroniki, podczas gdy opanowanie Véronique zaciemnie jej obraz. Kieślowski mówi, że postawa Polki pozwala łatwiej dostrzec wydarzenia mistyczne, może obecność Boga na świecie, w życiu.

Trintignant [Jean-Louis-aktor grający sędziego w Czerwonym] jest trochę jak Bóg ze Starego Testamentu, lecz żałośnie pomniejszony. Jego władza sięga żarówek, nie błyskawić, a pozorne panowanie nad wichrami i morzami wytłumaczyć można faktem, że zna odpowiedni numer telefonu do prywatnej prognozy pogody. Chce, nie ingerując specjalnie, zapanować nad swoimi sąsiadami, wiedzieć o nich wszystko, wejść niejako w boskie kompetencje. Lecz jak słusznie zauważył Dave Kehr, staje się on raczej karykaturą, a nie boskim odbiciem. Reżyser obserwuje takie postawy w społeczeństwie i przenosi je na ekran. (A, jak sam przyznał, wiele go łączy z osobą sędziego.) I znów pojawia się obraz człowieka, którego celem jest ścisła izolacja od ludzi jako osób, chcącego jedynie zerwać owoc zakazany – wejść niespotrzeżenie w ich prywatność i nią się karmić.

U wszystkich bohaterów pojawia się pragnienie świata niewidzialnego, jakiegoś duchowego kontaktu. Nawet w tak zniejształconych obrazach jak sędziego-podsłuchiwacza w tych właśnie uzurpatorskich praktykach przejawia się tęsknota za prawdziwym poznaniem Boga.

III
będziesz zważał na szabat, aby go święcić, jak ci nakazał Pan, Bóg twój

– Trudno jest być samemu… W taki dzień. Ludzie…
– Zamykają się,…zasłaniają firanki

Ewa, Janusz – Dekalog 3

O ile odniesienia do Boga w twórczości Kieślowskiego są dość liczne, o tyle stosunkowo rzadko pojawia się wizerunek Kościoła – wspólnoty. Zapewne przyczyną takiego stanu rzeczy jest fakt, iż sam artysta nie uczestniczył w życiu religijnym, traktował wiarę jako swoją prywatną sprawę, bardzo osobistą relację z Bogiem.

Wspólnota, Kościół jako misterium pojawia się w Dekalogu 3 parafia dobrze znanego osiedla uczestniczy we Mszy Świętej – pasterce i choć nie jest to z całą pewnością pusty obrzęd, to jakoś trudno w ciągu tych kilku ujęć ulec wrażeniu, że oglądamy misterium. Kieślowski kwestionuje dobrą kondycję Kościoła katolickiego, zaprzecza opinii Jana Pawła II, że nastała już Wiosna Kościoła i słowom proroka Izajasza dotyczącym Roku Łaski od Pana.

Niełatwo jest po tylu sukcesach i nagrodach publiczności berlińskiej, weneckiej i canneńskiej powiedzieć na forum publicznym bez właściwej tego typu deklaracjom fałszywej skromności: To był zły wybór. Krzysztof Kieślowski jest niewątpliwie ogromną indywidualnością. Nie zgadzam się, by ktoś organizował mi wszystko. Tak silnej osobowości trudno jest wytrzymać w grupie będąc tylko jej fragmentem. Lecz nie był to jedyny powód. Kieślowski był też świadom innych wad, które posiada zbiorowość. Grupa posiada jeden pogląd i członkowie muszą się w pewnym sensie podporządkować, gdyż działania grupy dzieją się w imieniu każdego z jej członków. Zauważmy, że zarówno Krzysztof, jak i Witek odnajdują Boga w pustej świątyni. To kolejny akcent na osobisty wymiar wiary. Choć to w kościele poznali Boga, Kieślowski zdaje się mówić, że mimo to pełniejszy Jego obraz znaleźliby w osobistej z Nim relacji.

Czuł, że wiara jest najintymniejszą sferą ludzkiego życia i nie potrafił znaleźć powodu, by celebrować tę wiarę pośród innych ludzi. Robiąc filmy zawsze szanował prywatność filmowanych osób. Obawa przed przekroczeniem tej granicy była przyczyną odejścia od kręcenia dokumentów.

Ciekawa jest postaw Janusza z Dekalogu 3, który wigilijną noc spędza pomagając osobie, która w innym wypadku byłaby w Wigilię Bożego Narodzenia samotna. Janusz niedługo przedtem uczestniczył w pasterce. Kieślowski pozostawia tu dwie możliwe interpretacje:1) uczestnictwo we wspólnocie jednak zmienia bohatera, naznacza, by pomógł Ewie; 2) Janusz pomaga nie będąc do końca świadomym członkiem wspólnoty – głównym źródłem dobra jest Bóg, nie Kościół.

Panicznie boję się (…) polityków, księży, nauczycieli, wszystkich tych, którzy dają wskazówki, którzy wiedzą. Jestem głęboko przekonany o tym, że naprawdę nie wie nikt. I chyba znamiennym jest, że jedyna postać księdza w całej filmografii Kieślowskiego jest osobą niepełnosprawną. I musi być coś na rzeczy skoro i ambitna Véronique, i poczciwy pan Sawicki (z Dużego zwierzęcia wg scenariusza Kieslowskiego) mijają tylko kościół, nie wchodząc do niego. Tylko Valentine przekroczy drzwi świątyni, lecz wewnątrz będzie się tam czuć bardzo nieswojo i przeszkodzi w celebrowanym nabożeństwie. Może w tej scenie symbolizować samego artystę, który w pewnym stopniu pogodził się z Kościołem, lecz cały czas czuje się traktowany właśnie bardziej jak intruz, niż przyjaciel.

Ludziom najbardziej doskwiera samotność. Brzmi to zapewne dość groteskowo w zestawieniu z refleksjami powyżej, lecz po dokładniejszej analizie zdania odnajdziemy sens. Kieślowski namawia, by nie izolować się od ludzi, lecz szanować innych ludzi-grupę, otwierać się na nich, dzielić sobą nie zatracając tym samym swojej osobowości. Niestety Kościół nie gwarantuje Kieślowskiemu ani jego bohaterom takiej wspólnoty, więc ten go odrzuca.

IV
Czcij swego ojca i swoją matkę, jak ci nakazał pan, bóg twój,
abyś długo żył i aby dobrze się powodziło na ziemi, którą ci daje Pan, Bóg twój

„Córeczko kochana. Muszę Ci coś powiedzieć. Michał nie jest Twoim ojcem.
To nie jest bardzo ważne, kto nim jest. Wiem, że Michał będzie Cię kochał, jak córkę.”

wymyślony przez ankę list od mamy – Dekalog 4

W bardzo ciekawy sposób przedstawił też Kieślowski współczesną rodzinę. Refleksja dotycząca wzajemnych relacji współmałżonków pojawiała się niemal w każdym filmie. Jawi się tu obraz instytucji w obecnym stanie kalekiej i nieco zdeformowanej. W każdym utworze rodzina zmaga się z problemami – za każdym razem z innymi. Lecz w gruncie rzeczy zawsze wiąże się to z jedną sprawą – ludzie nie potrafią właściwie okazywać swoich uczuć lub w ogóle je skrywają.

Z drobnymi wyjątkami każdy obraz ukazuje rodzinę w jakimś sensie chorą. I nawet ogromne wysiłki i najszczersze wysiłki Michała z Dekalogu 4 nie odnoszą do końca zamierzonego celu, bo Ance – jego córce – potrzebny jest też drugi rodzic. Dlatego że buduje ona swój świat jedynie na fundamencie, jaki przekazuje jej ojciec, obraz ten jest zniekształcony i dziewczyna nie potrafi nawet do końca określić prawidłowo swej relacji z mężczyznami – zarówno z Michałem, jak i ze swoim chłopakiem, z którym urywa znajomość. W końcu jednak po szczerej rozmowie, sytuacja znacząco się poprawia. Reżyser znów wplata tu biel, czyli symbol niewinności, gdy Anka idzie do sklepu po butelkę mleka. Podobnie inni bohaterowie Dekalogu pozbawieni są opieki jednego lub dwojga rodziców – między innymi w odcinku pierwszym, piątym, szóstym, siódmym. Także obu Weronikom na świecie został już tylko ojciec, a bohaterowie trylogii też są półsierotami: Julie odwiedza w domu starców matkę, która w dodatku myli ją wciąż z drugą córką, prawie napewno też Valentine nie ma ojca i dlatego regularnie telefonuje, by sprawdzić co u mamy.

Właściwie ciężko znaleźć obraz prawdziwie szczęśliwej rodziny. Do miana takiego mogą pretendować Krzysztof z Pawłem lub, pomimo wielu trudności, właśnie Michał i Anka lub bohaterki Podwójnego życia… w relacji do swoich ojców. Jednak oglądając ich historię, na pierwszy rzut oka widać, że choć bardzo raduje ich wzajemna obecność, to brakuje czegoś w tym związku. Rola matki/ojca jest z całą pewnością niezastąpiona i, o ile człowiek dorosły i w pełni dojrzały ewentualnie może żyć samotnie, o tyle dziecku obecność obojga rodziców jest niezbędnie potrzebna.

Z drugiej strony mamy jednak kilka rodzin pełnych, ale także im wiele jeszcze brakuje do ideału. Janusz przecież cały czas nie potrafi się odciąć od byłej kochanki. Natomiast amator Filip nie potrafi podzielić rozsądnie swego czasu pomiędzy rodzinę i działalność klubu filmowego. Podobny problem ma Jerzy (Dekalog 10), który także nie potrafi odpowiedniej ilości czasu przeznaczyć żonie i synowi. Przez krótką chwilę tylko widzimy w Niebieskim obraz rodziny szczęśliwej, przypominający archetypicznej Świętej Rodziny. To Julie z mężem i Anną w samochodzie na krótko przed wypadkiem. Jednak rodzina ta ginie, gdy samochód rozbija się na drzewie. Ocalała tylko Julie, której bardzo ciężko bez dwojga ukochanych ludzi. Tak więc rodzina pełna nie musi oznaczać szczęśliwej, a szczęśliwa – wiecznej.

Pozostaje jeszcze zagadka Valentine, którą prawdopodobnie też wychowywała sama matka, która ma brata narkomana, a pomimo tego gorąco kocha całą swą rodzinę i nieprzerwanie stara się ją naprawić – polepszyć stosunek brata do matki. Jej narzeczony nie ma do niej zaufania, bo ciągle wydzwania zarzucając romanse ani szacunku, bo wiecznie jest w podróżny. A mimo to wydaje się być ta młoda modelka osobą najszczęśliwszą ze wszystkich bohaterów Kieślowskiego. Wiedzącą, po co żyje, wrażliwą i delikatną – chce być szczera i autentyczna nie raniąc nikogo – otwartą na innego człowieka i, choć może trochę naiwną w swoim idealizmie, najpełniej i najprawdziwiej radosną. Zastanawiające jest skąd czerpie ona to swoje dobro. Dotychczas w filmach Kieślowskiego jego źródłem był Bóg. Valentine wydaje się być osobą specjalnie przez Boga wybraną (odpowiednikiem Izraela – narodu wybranego). Artysta kręcąc Czerwony był świadom, że to ostatni jego obraz. Może zatem bohaterka miała być przedłużeniem roli „anioła” z Dekalogu?

W dwóch częściach – 4. i 6. – Kieślowski zadaje pytanie o to, kto jest godna nazwania ojcem lub matką: rodzic biologiczny czy osoba faktycznie dziecko wychowująca. I udziela od razu w filmie odpowiedzi dość jasnej. Na bezgraniczny szacunek i ufność zasługuje osoba, która zajmowała się dzieckiem i poświęciła się dla jego wychowania. Po pewnym czasie nie da się wzbudzić autorytetu rodzicielskiego. Zresztą dziecko to ocenia najlepiej – wie w czyjej obecności spędziło najwięcej czasu. Matka lub ojciec to po prostu osoba, od której dziecko przejmuje większość cech, od której uczy się życia. I jeżeli rodzic biologiczny i faktyczny nie jest tą samą osobą, Kieślowski zachowując pełen do niego szacunek nie pozostawia biologicznemu zbyt wielu praw.

W większości filmów problemy, zostają rozwiązane niepomyślnie lub tylko częściowo negatywnie. Tak jak rodzina, wydaje się, że silny kryzys przechodzi instytucja małżeństwa. Widzimy zdradzających małżonków w Przejściu podziemnym, w kilku odcinkach Dekalogu i wszystkich filmach składających się na Trzy kolory. Lecz, o dziwo, zdrada ma tu bardziej charakter integrujący, wyzwalający w rezultacie prawdę i miłość raczej, niż nienawiść. W Niebieskim Julie dowiadując się o nieślubnym dziecku ukochanego męża, pomaga jego matce, zgadza się na nadanie mu nazwiska Vignon. Wyzwala to w niej miłosierdzie i litość, co pomaga jej, po długich poszukiwaniach rzeczywistej wolności, powrócić prawdziwie do społeczeństwa na zasadzie właściwych – wypełnionych bezintersowną biblijną miłością – relacji z otaczającymi ludźmi. Natomiast kiedy Dominique Vidal zdradzała i gardziła Karolem Karolem – głównym bohaterem Białego, ten skrzętnie przygotowywał ich kolejne spotkanie. Dopiero w więzieniu zrozumiała, że chce powrócić do byłego męża. Musiała zaznać pustki romansu, by docenić cierpliwą miłość Karola. Czerwony pokazuje nam dwie zdrady, które są właściwie tym samym wydarzeniem przesuniętym kilkadziesiąt lat w przyszłość. Wszak August jest lustrzanym odbiciem losów sędziego. Zdrada ich partnerek stawia ich na nogi – poznają prawdę. Także w dziewiątym odcinku Dekalogu zdrada uzdrawia kondycję związku Hanki i Romana. Zdrada jest wydarzeniem tak wstrząsającym i wyzwalającym tak silne emocje, że wraz z nimi wybuchają ostre słowa, które odsłaniają prawdę skrywaną często długie lata.

Ja chcę żyć. Wystarczy mi, że żyję… nie muszę śpiewać. I boję się… (…) To jesy problem, ile komu potrzeba. Matka chce, żebym miała wszystko. A ja potrzebuję…O-tyle. (…) Ja mam chłopca, pracuje w sklepie. Chciałabym wyjść za niego, urodzić dwoje dzieci albo troje. Mieszkać daleko od centrum, na Bródnie albo na Ursynowie. I już, i nic więcej. Mówi to Ola – epizodyczna postać z Dekalogu 9. Dla niej szczytem szczęścia jest jedynie odrobina spokoju i stabilności życiowej. Kieślowski wydaje się stawiać ją za przykład idealnej matki, które nie dąży wcale do luksusu i świetlanej przyszłości, ale ma to proste pragnienie posiadania kilkorga dzieci i dzielenia się z nimi swoją miłością.

V
Nie będziesz zabijał

– Masz do czegoś talent? Może umiesz wyhodować drzewko?
– Drzewko? Tak, drzewko tak.
– To nie zginiesz.

Malarz, Jacek – Dekalog 5

Dekalog 5 to inaczej Krótki film o zabijaniu (kinowa wersja). Nie ma nic, co byłoby ważniejsze od życia dziecka. Od życia… mówi Zofia (Dekalog 8). Jest ono wartością najwyższą także dla Kieślowskiego. Zarówno w filmie, jak i na kartach autobiografii O sobie mówi ze radykalną stanowczością. To obraz O zabijaniu, które jest złem, wszystko jedno, dlaczego się zabija, wszystko jedno kogo i wszystko jedno, kto zabija. W ostrych słowach potępia oba morderstwa, które widz ogląda w Krótkim filmie o zabijaniu: zarówno Jacka zabijającego Bogu ducha winnego taksówkarza, jak i wymiar sprawiedliwości tracący chłopaka w ostatniej scenie.

O ile z pierwszą oceną na pewno cała widownia się zgodzi, o tyle druga, zwłaszcza w okresie premiery kinowej, musiała budzić kontrowersje. Film trafił na czas ożywionej dyskusji narodowej na temat kary śmierci. To wszystko dzieje się w moim imieniu, bo jestem członkiem tego społeczeństwa (…) i jeżeli ktoś komuś w tym kraju zakłada pętlę na szyję i wytrąca stołek spod nóg, to robi to w moim imieniu. A ja sobie tego nie życzę. Prezentował on zdanie, że życie ludzkie jest nienaruszalne i żaden człowiek nie posiada kompetencji, by rozporządzać czyimś życiem. Stwierdził nawet, że Żądanie [kary] śmierci jest najwyższą chyba formą przemocy. Zatem nie Oko za oko, lecz Miłujcie waszych nieprzyjaciół i zgodność ze społeczną nauką Kościoła, wykładniami Kongregacji Nauki Wiary.

Jednak w swoich poglądach o nietykalności i świętości życia nie jest konsekwentny. Kilkakrotnie (między innymi w Dekalogu 2) bohaterki filmów rozważają dokonanie aborcji. Lecz raczej nie widzą w niej nic złego, nie dostrzegają, że to także zabójstwo, w dodatku istoty niewinnej i zupełnie bezbronnej. Nie widać najmniejszego znaku, by potępił taką postawę. Podobnie ma się sprawa, jeśli chodzi o samobójstwo – to także odebranie życia, co Kieślowski uważa za uwłaczające ludzkiej godności. A w Bez końca Urszula popełnia samobójstwo…

Filmy Kieślowskiego analizują wpływ otoczenia, ponurej, szarej i pustej, bezrefleksyjnej rzeczywistości na jednostkę i mówią, że to wielce zgubny wpływ.

Powróćmy jeszcze do Gadających głów. Pointa dokumentu to odpowiedź stuletniej kobiety, która na drugie pytanie odpowiedziała Następne 100 lat bym chciała…

VI
Nie będziesz cudzołożył

– Jeteś dobry.
– Nie. Robiłem złe rzeczy.
– Dla mnie. Jesteś dobry dla mnie.

Magda, Tomek – Dekalog 6

IX
Nie będziesz pożądał żony swojego bliźniego

Nie wierzę. W te wasze badania, analizy, wyroki. Zresztą…Jeszcze jest w świecie coś ważniejszego…
Są uczucia, jest miłość…

Hanka – Dekalog 9

Dla Kieślowskiego miłość to przede wszystkim sprawa współodczuwania i stałego kontaktu z umiłowaną osobą. W szczególny sposób taką łączność ukazało Podwójne życie…. Weronika i Véronique. Nigdy się nie spotkały, mieszkają setki kilometrów od siebie, a jednak gdy jedna umiera, drugą ogarnia dziwny niepokój. Poza tym każda z nich odczuwa niesprecyzowane uczucie permanentnej obecności drugiej osoby w pobliżu. Już po śmierci Weroniki, Véronique przeżywa miłość i gdy następuje jej spełnienie, to rozsypane na łóżku przedmioty związane z jej polską „siostrą” drgają. Sugeruje to jakąś reakcję z zaświatów. Jakby Polka poznała już tajemnicę swojej francuzkiej odpowiedniczki i w tym właśnie momencie chce jej coś przekazać. Jednak partner Francuzki nie jest odpowiedni. Podczas oryginalnego spotkania w kawiarni, zapewniał, że czekałby na nią nawet 2-3 dni. Jeżeli chodzi o spóźnienie na randkę jest zatem niezwykle wyrozumiały. Lecz coś podpowiada widzowi, że Alexandre wypowiada się w bardziej ogólnej sprawie – na temat oczekiwania odpowiedzi Véronique na jego uczucie. W takim kontekście brzmi to wręcz groteskowo. Mężczyzna nie dojrzał chyba jeszcze do prawdziwego uczucia. Jest zbyt niecierpliwy. Choć obecnie jest w niego zapatrzona, to chyba szybko zrozumie błąd w swoim wyborze. Myślę, że raczej nie spędzi życia z Alexandrem. To opinia samego Kieślowskiego.

Podobne „współodczuwanie” ma miejsce między Véronique a jej ojcem w ostatniej scenie filmu. Zatrzymuje samochód, wystawia rękę, by dotknąć drzewo. Jak gdyby coś zrozumiała lub dopiero zaczynała zastanawiać się nad sprawą istotną. Gdy przystawia dłoń do kory, także w ojcu rodzi się niesprecyzowane uczucie, które każe oderwać się od pracy, na chwilę zamyśleć się i wyglądać córki za oknem.

Artysta ukazuje też wielki wpływ, jaki wywierają przyjaciele. Lecz to nie indoktrynacja, ale delikatne, nieświadome zmienianie partnera na lepsze. Przekonała się o tym Magda i sędzia, którzy porzucają lub łagodzą swoje surowe, nieco nihilistyczne podejście do otaczającego świata. Nieśmiały Tomek i pogodna Valentine zaszczepiają w nich odrobinę łagodności, odrobinę szczęścia, co przynosi ogromne plony.

Mam (…) wrażenie, że bardzo wielu bardzo samotnych ludzi (…) bogaci się tylko po to, żeby móc sobie pozwolić na luksus samotności, żeby się oddzielić od innych vs tym co najabardziej ludziom doskwiera, a nie przyznają się do tego, jest samotność. Jakość tego luksusu zostaje zakwestionowana przez Kieślowskiego. Człowiek potrzebuje drugiego człowieka. Véronique po długich poszukiwaniach swojej prawdziwej drogi, czuje się pewniejsza dopiero przy bliższym poznaniu Alexandre’a, twórcy kukiełek i reżysera wzruszających przedstawień z ich udzałem. Stworzył postać przedstawiającą właśnie wybrankę i pokazuje jak ją prowadzi. Do dobrego życia potrzebna jest pomoc – łatwiej jest we dwoje.

W ostatnich, począwszy od Podwójnego życia…, filmach gościła pewna scena wspólna wszystkim tym obrazom. To staruszka zmagająca się z torbą z zakupami lub próbująca wrzucić butelkę do kontenera, który okazuje się dla niej za wysoki. Weronika, Véronique i Julie nie dostrzegają jej lub nie mają na tyle stanowczości, by do niej podejść. Natomiast Karol Karol świadomie ją lekceważy i kwituje jeszcze pogardliwym uśmiechem. Dopiero Valentine pomaga kobiecie. Dave Kehr stwierdził, że Kieślowski oczekuje właśnie takich małych konkretnych przejawów dobra, by Ocalić świat.

VIII
Jako świadek Nie będziesz mówił przeciw bliźniemu twemu kłamstwa

– Czy dla pana jest to usprawiedliwienie? Strach?
– Ja tylko zgłaszam możliwość motywu. Nie rozważam…

Elżbieta, Okularnik – Dekalog 8

Ostatnią awanturę zrobił mi chyba tydzień przed śmiercią. To było tak śmieszne, że nawet się nie rozzłościłem. Zobaczył Urok Wszeteczny, pierwszy z odcinków Opowieści weekendowych i zagniewał się. W tym odcinku bohater na koniec przynosi kanister i polewa Zapasiewicza benzyną. Krzysztof wsłuchał się w pracę silnika samochodu i doszedł do wnisku, że to diesel. I dawaj do mnie, że to fałsz. Ja mówię „Człowieku pokazuję ci jeszcze nie zgrany film. Oczywiście, że zagłuszę to zwykłym silnikiem, to nie ma takiego znaczenia”. Na to on: „To jest lekceważenie widza, brak szacunku, chcesz mu wciskać kit, tak nie można, ropa się przecież nie zapali. (…) Opuszczasz się, uwierzyłeś, że w telewizji wszystko przejdzie” W takiej anegdocie wspominał Krzysztof Zanussi Kieślowskiego jako wielkiego orędownika autentyzmu kina. Miał do swojego widza ogromny szacunek i nigdy go nie okłamywał, nie używał sztuczek.

Jest realistą-irrelatywistą. Zawsze nazywa rzeczy po imieniu. Wie, że niekiedy nie sposób wybrać dobro, lecz nie zmienia to faktu, iż wciąż jest to zły wybór. W polityce tak jest [czasem nie da się być uczciwym – przyp.], ale to nie usprawiedliwia. W tej dziedzinie największym jego autorytetem jest Zbigniew Herbert z godnym naśladowania rygoryzmem moralnym. Jako gest szacunku wspomina go dwukrotnie w Dekalogu. Niejako podpierając się jego osobą chce postawić swoim bohaterom (Anka – odcinek 1, Wojtek – odcinek 7) wyższą poprzeczkę, pomimo (a może właśnie z powodu) ich trudnej sytuacji, zwiększyć wobec nich wymagania. Trudniejsze warunki wymagają szczególnie postawy wyprostowanej, jak to określa poeta w Przesłaniu Pana Cogito.

Ale wiele postaci czuje wewnętrzną potrzebę prawdy. Jak na przykład sędzia z Czerwonego postanawia przyznać się sąsiadom do podsłuchiwania i ponieść konsekwencje. To bardzo odważny gest. Mógł przecież najzwyklej zaprzestać tej czynności, lecz sędzia czuje, że powinien tym skrzywdzonym ludziom zadośćuczynić. To iście biblijna postawa. Chrustus odkupił na krzyżu winy wszystkich ludzi i tym czynem otworzył przed nimi furtkę zbawienia. Postać grana przez Jean-Louisa Trintignanta czuje, że potrzebuje, nowego oczyszczenia, nowego – osobistego – zmartwychwstania. Wcześniej wdawał się w boskie komptencje – chciał przenikiliwie i dogłębnie poznać życie innych ludzi, teraz chce odbyć mękę, jak Bóg. A męka ta jest niewspółmiernie mała w stosunku do cierpienia Mesjasza. Lecz to wystarcza. W sędzim budzi się sumienie, serce i odżywa prawdziwa dusza. Wystarczyło, że miał takie pragnienie i postanowił je zrealizować.

Mając z jednej strony ogromną nadzieję na powodzenie, a z drugiej – świadomość, jak brudną jest polityka, jak wiele w niej kłamstwa, a jak mało autentyzmu, stworzył Kieślowski dwa filmy zaangażowane politycznie: dokument Robotnicy’71 i Krótki dzień pracy. I choć raczej przeprowadził w nich analizę moralno-psychologiczną, żałował potem tych filmów. Uznał je za bezcelowe. Doszedł po niejakim czasie także do wniosku, że polityka ma w rzeczywiście niewielkie znaczenie dla człowieka. Zdecydowanie ważniejsze są sprawy egzystencjalne, duchowe.

VII
Nie będziesz kradł

– Czy można ukraść coś, co jest twoje?
– Nie wiem.
– Odebrałam moje dziecko. Tylko tyle.

Majka, Wojtek – Dekalog 7

X
Nie będziesz pożądał domu swojego bliźniego ani jego pola,
ani jego niewolnika, ani jego niewolnicy, ani jego wołu,
ani jego osła,ani żadnej rzeczy, która należy do twojego bliźniego

Zarobiłem trochę. Zmieniłem mieszkanie. Znów mam jechać, kupię samochód. Nudne, masz rację.

Jerzy – Dekalog 10

Już od samego początku dzieła Kieślowskiego niosły ze sobą treść. Nie ograniczał się jedynie do suchej relacji. W dużej części twórczości właśnie życie reprezentowało watrość bezwzględną, nienaruszalną. Gdyby zastanowić się nad postacią najbardziej zrozpaczonego bohatera jego filmów, przychodzą na myśl dwie osoby. Krzysztof z Dekalogu 1 zaufał komputerowym obliczeniom i pozwolił ślizgać się swojemu synowi na zamarzniętym jeziorku. Jednak tafla lodu się załamała i Paweł zginął. Obraz z początku niepewności o jego los, a później, gdy już wszystko wie, świadomość straty ukochanego syna wstrząsnęła nim do tego stopnia, że będąc do tej pory głęboko świadomym ateistą, udaje się do kościoła i próbuje modlić się. Natomiast w Krótkim filmie o zabijaniu, czy też Dekalogu 5, wiele tragizmu posiada Jacek, które bez żadnej wyraźnej przyczyny morduje taksówkarza, a następnie na nim zostaje wykonany wyrok śmierci.

Epilog
Te słowa wyrzekł Pan do waszego zgromadzenia na górze spośród ognia, obłoku i ciemności
onośnym głosem, niczego nie dodając. Napisał je na dwu tablicach kamiennych i dał mi je

W Ameryce – mówił Kieślowski – na pytanie „How are you?” nie potrafią odpowiedzieć „Well”. Oni już muszą mówić „Extremely well”. Kiedy im powiedziałem „I’m so-so”, myśleli, że mi ktoś umarł. A ja nie chce się cieszyć. Nie mam z czego. Jedyne, co pozytywnego mogę w tej chwili powiedzieć, to „I’m still alive”. Kieślowski widzi świat w ciemnych barwach. Jak przyznaje, najbardziej boi się przyszłości. Obserwuje wokół wiele zła i głupoty. Ile był w stanie opowiedział w filmach, lecz to jeszcze za mało. Może rodzi się tu pytanie: po cóż afiszował się ze swoim pesymizmem? Chyba troszczy się o rodaków, europejczyków, ludzi w ogóle – żeby nie przestali myśleć, by świat ich nie pokonał, ale by oni go ocalili. Nie trzeba wiele. Dziesięć Słów i chwila refleksji. To nie takie trudne. Przecież każdy jakoś Je odczuwa…


Filmografia

  • Szpital (dok.) autor Krzysztof Kieślowski zdj Jacek Petrycki cz-b. 21min. Polska 1976
  • Z punktu widzenia nocnego portiera autor Krzysztof Kieślowski zdj Witold Stok
  • Barwy ochronne (fab.) reż,scenKrzysztof Zanussi zdj Edward Kłosiński kolor __ min. Polska1977
  • Siedem kobiet w różnym wieku (dok.) autor Krzysztof Kieślowski zdj Witold Stok cz-b. 16 min. Polska 1978
  • Amator (fab.) reż Krzysztof Kieślowski scen Krzysztof Kieślowski, Jerzy Stuhr zdj Jacek Petrycki kolor 112 min. Polska 1979
  • Gadające głowy (dok.) autor Krzysztof Kieślowski zdj Jacek Petrycki, Piotr Kwiatkowski cz-b. 16 min Polska 1980
  • Przypadek (fab.) reż,scen Krzysztof Kieślowski zdj Krzysztof Pakulski kolor 122 min. Polska 1981
  • Krótki dzień pracy (fab.) reż Krzysztof Kieślowski scen Krzysztof Kieślowski, Hanna Krall zdj Krzysztof Pakulski kolor 79 min. Polska 1981
  • Dekalog (antologia 10 filmów fab.) reż Krzysztof Kieślowski scen Krzysztof Kieślowski, Krzysztof Piesiewicz zdj Wiesław Zdort, Edward Kłosiński, Piotr Sobociński, Krzysztof Pakulski, Sławomir Idziak, Witold Adamek, Dariusz Kuc, Andrzej Jaroszewicz, Jacek Bławut kolor Polska 1988/1989
  • Podwójne życie Weroniki (fab.) reż Krzysztof Kieślowski scen Krzysztof Kieślowski, Krzysztof Piesiewicz zdj Sławomir Idziak kolor Polska-Francja 1991
  • Trzy kolory:Niebieski (fab.) reż Krzysztof Kieślowski scen Krzysztof Kieślowski, Krzysztof Piesiewicz zdj Sławomir Idziak kolor 100 min. Francja-Polska 1993
  • Trzy kolory:Biały (fab.) reż Krzysztof Kieślowski scen Krzysztof Kieślowski, Krzysztof Piesiewicz zdj Edward Kłosiński kolor 100 min. Polska-Francja 1993
  • Kieślowski spotyka Wendersa Instytut Kultury Polskiej w Berlinie 1993
  • Trzy kolory:Czerwony (fab.) reż Krzysztof Kieślowski scen Krzysztof Kieślowski, Krzysztof Piesiewicz zdj Piotr Sobociński kolor 100 min. Polska-Francja 1994
  • Jest mi tak sobie (dok.) autor Krzysztof Wierzbicki zdj Jacek Petrycki kolor 56 min. Polska 1995
  • Duże zwierzę (fab.) reż Jerzy Stuhr scen Krzysztof Kieślowski zdj _______ kolor __min. Polska 2000

Bibliografia

  • O sobie – autobiografia Krzysztof Kieślowski Znak 1999
  • Podwójne życie, powtórne szanse – o filmach Krzysztofa Kieślowskiego Annette Insdorf Znak 2001
  • Pora umierać Krzysztof Zanussi Prószyński i S-ka 1999
  • Udawać naprawdę – autobiografia Jerzy Stuhr Znak 2000
  • Trzy kolory: Niebieski, Biały, Czerwony – scenariusze filmowe Krzysztof Kieślowski, Krzysztof Piesiewicz Agencja Scenariuszowa 1997
  • Dekalog Krzysztof Kieślowski, Krzysztof Piesiewicz Jacek Santorski & co, Wydawnictwo System
  • Pismo Święte Starego i Nowego Testamentu Pallottinum 1980
  • Czyny heroiczne i nieproduktywne wywiad Katarzyny Bielas i Jacka Szczerby z Krzysztofem Zanussim Magazyn – Gazeta Wyborcza (24.06) 1999
  • Dekalog i Polacy – Raport Adam Szostkiewicz Polityka 37/2001
  • Zatrzymać się, zapytać o świat wywiad Barbary Hollender z Krzysztofem Piesiewiczem „Plus Minus”44/2001 – Rzeczpospolita
  • Kieślowski nieznany Imię Nazwisko Magazyn 7/2001 – dziennik Rzeczpospolita
  • To save the world: Kieślowski’s „Three colors” Trilogy Dave Kehr Film Comment Magazine 6/1994
  • Fides et Ratio Jan Paweł II (?)Pallottinum/Wydawnictwo m 199(?)
  • Kino Krzysztofa Zanussiego Joanna, Waldemar Piątek, Stanisław Zawiśliński Wydawnictwo Skorpion 1999

Przypisy

  • Treść Dziesięciu Przykzań Bożych została wypisana z Pwt 5,6-22
  • Au 111
  • Au 36
  • Mt 9,9-13
  • Au 116
  • Au 115
  • Rdz 1,27.31
  • Au 124
  • Mt 25,29
  • Sav
  • Au 55
  • Au 36
  • Au 126
  • Au 126
  • Au 126
  • Au 129
  • Au 142
  • Au 126-127
  • Au 115
  • Au – autobiografia O sobie, wyd.Znak
  • Sav – To Save the World Dave Kehr, Film Comment
  • Przypisy biblijne z Biblii Tysiąclecia